Reinkarnacja izerskiego górala Roberta Adolpha. Scenariusz (2023)
REINKARNACJA
IZERSKIEGO GÓRALA
ROBERTA
ADOLPHA
SCENARIUSZ
Oparte w całości na faktach
SCENA 1 - ROK 1852
KOBYLA ŁĄKA – zatorfiona, podmokła łąka otoczona ze
wszystkich stron niskimi, obłymi górami. Z jednej strony zamyka ją płynąca z
hukiem po głazach rzeka Izera i strome zalesione zbocze, po drugiej strumień
Kobyła i porośnięte kosodrzewiną bagna, z dwóch pozostałych świerkowy las. Na
łące stoją trzy drewniane chaty, z kominów unosi się dym. Kilka chudych krów
pasie się nad rzeką.
Jest jesienny dzień, 20 października – niskie słońce, łąka zrudziała, powyginane karłowate świerki i brzozy, smętnie. Zapada zmierzch, wreszcie noc. W chatach gasną światła. Nagle rozlega się donośny krzyk noworodka. W środkowej (największej) chacie zapala się światełko.
SCENA 2 – ROK 1859
KOBYLA ŁĄKA, letni dzień. Siedmioletni chłopiec –
szczupły blondyn o niebieskich oczach – budzi się na przypiecku. Odkrywa derkę,
jest goły, wdziewa koszulinę i boso idzie do obory. Tam daje krowom wodę. Wraca
do kuchni, przygotowuje sobie zawiniątko z kawałkiem chleba i sera, po czym
wyprowadza krowy na łąkę.
Dzień spędza na łące, przepędzając krowy z jednego
miejsca do drugiego – znad Izery nad Kobyłę, wyżej, niżej, pod las, koło drogi.
W retrospekcjach widzimy go w kolejnych porach roku, jak
pasie, poi, pomaga zbierać siano, grzyby i jagody, kąpie się w rzece, obserwuje
jelenie, borsuki, lisy, kuny, wilki i wydry, gapi się w ogromne rozgwieżdżone
niebo, zbiera chrust i dokłada do pieca, uczestniczy w dojeniu krów i wyrobie
sera, towarzyszy rodzicom w wyprawach do kościoła itd.
Kiedy po południu wraca do domu, widzi poważne miny
rodziców.
OJCIEC (PAUL ADOLPH, LAT 48)
Robercie, przeprowadzamy się.
ROBERT
Ale jak to?
MATKA (MARIA KRAUSE, 41 LAT)
Do Michelsbaude. Ojciec wziął ją w dzierżawę.
SCENA 3 – KILKA DNI PÓŹNIEJ
ROBERT, OJCIEC I MATKA pakują rzeczy na dwukołowy wózek
zaprzężony do byka i jadą kamienistą leśną drogą do góry.
Po godzinie docierają do JELENIEJ ŁĄKI – również
nachylonej, otoczonej górami i lasami, również podmokłej, jednak nieco
bogatszej i żyźniejszej od Kobylej, położonej u źrodeł tego samego strumienia,
który tam ma swe ujście, czyli Kobyły. Górną część łąki przecina bity trakt –
STARA DROGA CELNA, nad drogą na skraju lasu stoi potężna BAUDA – zbudowana z
kładzionych na zrąb ociosanych świerkowych bali, kryta gontem, długa na jakieś
80 stóp i szeroka na 60. Jest w nienajlepszym stanie – z jednej strony
pochylona, tu i ówdzie brakuje szyby w okienku, widać działanie żywiołów.
DROGĄ przechodzą czeskie wieśniaczki-góralki z koszykami,
jedzie wóz z drewnem.
SCENA 4 – RETROSPEKCJA
– ROK 1791
Sierpień, dzień. 38-letni mężczyzna w odzieniu teologa
szedł z wodospadu Kamieńczyka STARĄ DROGĄ CELNĄ. Był to JOHANN FRIEDRICH
ZÖLLNER, teolog, rektor kościoła św. Mikołaja w Berlinie,
niedawno przyjęty do Pruskiej Akademii Nauk, mason, członek założonej przez
Fryderyka Wielkiego berlińskiej wielkiej loży Trzy Globy, podróżujący po Śląsku
na zlecenie króla, głównie w celu zwiedzenia zakładów przemysłowych (kopalni,
hut). Towarzyszy mu młody mężczyzna o arystokratycznym wyglądzie.
Na północnych zboczach zboże (głównie owies) było jeszcze
zielone, ale na południowych trwały już żniwa.
Na noc ZÖLLNER zatrzymał się u leśnika. Była to BAUDA na
JELENIEJ ŁĄCE. Przewodnik obiecał, że znajdzie tu dobry pokój i pościel. Było i
jedno i drugie, ale kiedy staruszka, które uprzejmie go powitała, oznajmiła, że
jej siedemdziesięcioletni, cierpiący na podagrę i kaszel mąż, ma mu zwolnić
łóżko, ZÖLLNER wybrał pokoik na poddaszu, gdzie przynajmniej panował mniejszy
zaduch. Przyniesiono mu zdobny świecznik, podczas gdy kobieta wraz ze służbą
zajmowała się przędzeniem przy oświetleniu zwykle używanym w górach, tj. przy
palących się wiórach świerkowych umieszczonych na wysokiej drewnianej nóżce
przymocowanej do żelaznego haka.
BAUDA wygląda na dość nową, dach, belki, kamienne
fundamenty – wszystko równe i gładkie.
ZÖLLNER
[off]
Po mojemu to są doskonale przygotowani ci ludzie na
przyjęcie gościa.
Rano ZÖLLNER dostał kawy "z bolesławieckiego dzbanka w
porcelanowej filiżance".
SCENA 5 – RETROSPEKCJA – ROK 1800
JELENIA ŁĄKA, 31 lipca, południe. DROGĄ, podskakując,
nadjechał chłopski wózek zaprzężony do konia, powożony przez woźnicę o wiejskim
wyglądzie. Zatrzymał się przed BAUDĄ i z ławek wyściełanych słomą wstało czworo
pasażerów o wyraźnie cudzoziemskiej i wielkomiejskiej aparycji. Byli to JOHN
QUINCY ADAMS (lat 33) – ambasador Stanów Zjednoczonych w Berlinie, jego żona
LOUISA CATHERINE (urodzona w Londynie, lat 25), i para służących: Amerykanin i
Angielka. JOHN QUINCY i LOUISA usiedli na ławce przed BAUDĄ, a pozostali dwoje
weszli do środka. Po chwili wrócili i przysiedli się do tamtych. Woźnica
uwiązał konia i wszedł do BAUDY. Po chwili z BAUDY wyłoniła się DZIEWCZYNA,
niosąc na dużym talerzu czarny chleb, masło, ser i dzbanek z wodą. Po posileniu
się, cała czwórka podróżnych wsiadła z powrotem na wóz i pojechała dalej.
[Kilka godzin później]
Praktycznie ta sama scena co powyżej, tylko podróżni wracają
z kierunku, w którym pojechali, i są wyraźnie bardziej zmęczeni. Na wozie kosze
z wyrobami szklanymi – kielichy i wazy w różnych kolorach, malowane i rytowane.
Woźnica ma obandażowaną rękę.
SCENA 6 – RETROSPEKCJA – ROK 1802
BAUDA na Jeleniej Łące, wrzesień, zmierzch. DROGĄ od
prawej nadszedł wyraźnie zdrożony wędrowiec z tobołkiem – mężczyzna 27-letni o
skromnym, lecz miejskim wyglądzie. Był to DAVID FRIEDRICH SCHULZE, katecheta i
pastor z Żytawy. Zapukał do drzwi, zamienił kilka słów z DZIEWCZYNĄ, które je
otworzyła, i wszedł do środka.
Zadymiona izba nie przedstawiała najlepszego widoku.
Gospodyni, młoda i nerwowa dziewczyna, trzymała odstręczające małe dziecko o
spiczastej głowie i baranim wzroku. Szkaradna mamka rozebrała się, rozciągnęła
na przypiecku i zaczęła chrapać. Zaraz potem do środka weszło czterech
potężnych drabów, którzy mieli tu nocować. Byli to drwale z gór, istni cyklopi.
Porozumiewali się szorstką mową gęsto przetykaną przekleństwami. Zamiast lampy
zatknięte w specjalnym urządzeniu na środku izby paliły się długie smolne
szczapy. Dawało to specyficzne, upiorne oświetlenie, a cała scena miała w sobie
coś przejmującego dreszczem.
Wreszcie nadszedł leśnik-gospodarz. Był to przyjazny
starszy człowiek, który uprzejmie powitał SCHULZEGO i sprawiał wrażenie bardzo
uczynnego. Tylko ciągle swarzył się z żoną i wyglądało na to, że źle zrobił
poślubiając ją przy dzielącej ich różnicy wieku. SCHULZEGO wziął za chorego i
dobrodusznie przyniósł mU dużą szklankę ziołowej nalewki. Ten wypił kilka
kropli i poczęstował drwali. Ci pociągnęli łyk, potem jeszcze jeden i oto byli już
dobrymi przyjaciółmi. Opowiedzieli SCHULZEMU o swych zabawnych przygodach, dali
mu trochę dobrych rad i ogólnie okazali
rodzaj szczerości, która sprawiała miłe wrażenie. Wkrótce ponure myśli
odstąpiły SCHULZEGO i cała ta niebywała sceneria zaczęła mu się podobać. Ciągle
jednak bał się pożaru, bo z łuczywem poczynali sobie nader nieostrożnie, nawet
wspinali się z nim na stryszek. Ludzie ci uważają jednak, że jest to ogień,
który nie podpala. Około dziesiątej SCHULZE rozłożył się na sianie i sen wziął go
w swe słodkie objęcia tak szybko, że nie spostrzegł już, kiedy gospodarz
podłożył mu poduszkę i okrył szorstką wełnianą derką, a jeden z drwali ściągnął
mu buty, by się lepiej wyspał.
SCHULZE
[pisze list]
Obudziłem się rześki i
wypoczęty przed piątą i piszę te słowa w blasku świtu na kamieniu koło
szemrzącego ujęcia wodnego przy domu leśnika.
SCENA 7 – RETROSPEKCJA
- ROK 1810
JELENIA ŁĄKA, lipiec, popołudnie. Drogą z Kobylej Łąki
zbliżało się dwóch mężczyzn: blondyn o przyklapniętych włosach, z obfitymi
bokobrodami, i kędzierzawy szatyn. Na plecach nieśli podróżne tornistry.
Wyglądali na artystów. Byli to CASPAR DAVID FRIEDRICH (lat 36) i GEORG KERSTING
(lat 25) – obaj malarze.
Weszli do BAUDY, gdzie usiedli na czerwonej ławce przy białym stole koło zielonego pieca i poprosili o coś do picia. Dostali parujący pienisty napój przedstawiony jako „właśnie ugotowane piwo”. Niezbyt zachwyceni, upili nieco i poprosili o szklankę wody. Rozejrzeli się po wnętrzu.
Przy ścianie stał regał z malowanymi w kwiaty talerzami,
przy piecu suszyła się bielizna, w kołyce kwiliło niemowlę.
SCENA 8 – ROK 1871
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Sobieszów, 25 marca
1871
Gdy w roku 1859
Michelsbaude przestała być leśniczówką, nie dało się przewidzieć, że w tak
krótkim czasie potrzebny będzie w tej okolicy tak znaczny zrąb jak obecnie po
przejściu wichury na terenie leśnictwa Orle i sąsiedniego leśnictwa Świeradów.
Dlatego koniecznym
stało się utrzymanie Michelsbaude przynajmniej przez kilka lat, by zapewnić
kwaterę dla zrywkarzy, wozaków i urzędników leśnych.
Chociaż
paragraf 2 umowy dzierżawy nakłada na dzierżawcę Adolpha obowiązek dokonywania
niezbędnych napraw, stan baudy jest tak zły, że sam nie jest on w stanie
przywrócić jej do stanu używalności, przez co zachodzi sytuacja przewidziana w
paragrafie 7 umowy.
Z
powyższych powodów wydaje się wskazane, a wręcz konieczne, dokonanie remontu
baudy na koszt pana hrabiego, tak by częściowo już popękane belki i krokwie
podeprzeć, a ścianę izby od zachodu obić deskami, tak by bauda jeszcze przez
kilka lat pozostała zdatna do użytku. Po wykonaniu tych napraw umowa dzierżawy
pozostanie w mocy, a dzierżawca będzie miał obowiązek dokonywania niezbędnych
napraw.
Bormann
nadleśniczy
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Sobieszów, 16
listopada 1871
Odpowiednia ilość
drewna została pozyskana i wytarta, remont może się jednak rozpocząć
najwcześniej wiosną. Budynek nie stwarza bezpośredniego zagrożenia, gdyż
uszkodzone elementy konstrukcji zostały wzmocnione.
SCENA 9 – ROK 1875
JELENIA ŁĄKA, maj, późne popołudnie. ROBERT wyszedł z
baudy i poszedł wolnym krokiem na górny skraj ŁĄKI, pod las. Usiadł na KAMIENIU
i patrzył na zachód słońca, na góry w tle, na ŁĄKĘ. Na DRODZE było pusto. Nabił
tytoń z kapciucha do malowanej porcelanowej fajki, zapalił i wypuścił kłąb
dymu. Śpiewały ptaki, przeleciała para żurawi, zakołował bardzo wysoko bielik.
Świerki szumiały lekko.
SCENA 10 – ROK 1876
BAUDA na JELENIEJ ŁĄCE, koniec listopada, białawo,
zmrożone. Umiera OJCIEC ROBERTA.
[Kilka miesięcy później – wiosna]
ROBERT ubrał się odświętnie i wyruszył w dół DUKTEM
KOŃSKIEJ JAMY do Jakuszyc, minął kilka chat i leśniczówkę, po czym jął wspinać
się na główny grzbiet Karkonoszy, tu się zaczynający. Po kilku godzinach dotarł na Halę Szrenicką – do NOWEJ ŚLĄSKIEJ
BAUDY – dużego drewnianego schroniska na rozległej łące wysoko w górach. Na
łące pasły się krowy, dziewczynka i chłopiec w koszulinach pastuszkowali.
[RETROSPEKCJA – rok 1820]
10-letni OJCIEC ROBERTA pasący krowy na Hali Szrenickiej.
NOWA ŚLĄSKA BAUDA jest mniejsza, prostsza, toporniejsza.
[HALA SZRENICKA, ROK 1876]
ROBERT przekazał wiadomość o śmierci OJCA jego bratu, a
swemu wujowi (Johann Karl Adolph, lat 60), i porozmawiał z bratem stryjecznym
(Gustav Erdmann Adolph, lat 24 – równolatek ROBERTA). W NOWEJ ŚLĄSKIEJ BAUDZIE było
tłoczno – turyści mieszali się z kosiarzami i podróżującymi na handel góralami,
pośród nich baraszkowały półnagie dzieci. Z sieni dochodził ryk bydła, do
środka zajrzała koza. Pito, jedzono, śpiewano, rozprawiano, żartowano.
SCENA 11 – ROK 1887
KOBYLA ŁĄKA, maj, popołudnie. Odświętnie ubrany ROBERT –
biała wyszywana koszula, czerwona wstążka na szyi, kamizelka, kapelusz,
wełniane portki – szedł między kosodrzewiną kamienistą drogą. Po pół godzinie
dotarł do IZERSKIEGO MŁYNA (Isermühle) – młyna i gospody nad Jagnięcym Potokiem
niedaleko jego ujścia do Izery, w osadzie Izera, składającej się z 20 chat
podobnych jak na KOBYLEJ ŁĄCE, lecz ładniejszych i dostatniejszych. W IZERSKIM
MŁYNIE trwała wiejska zabawa – grali
muzykanci, tańczono, pito, wesolono się. ROBERT zauważył siedzącą samotnie pod
ścianą dziewczynę. Była to ERNESTINE AUGUSTE SIEBENEICHER, 22-letnia
(nieślubna) córka miejscowego gospodarza. ROBERT podszedł do kontuaru, zamówił
piwo i wódkę, zapalił fajkę, wypił. ERNESTINE wciąż siedziała. Zebrał się na
odwagę i podszedł do niej.
SCENA 12 – ROK 1887
Kościół katolicki w Szklarskiej Porębie, połowa czerwca.
ROBERT brał ślub z ERNESTINE.
SCENA 13 – 9 i ½
MIESIĄCA PÓŹNIEJ
Początek kwietnia 1888 na JELENIEJ ŁĄCE. Dokoła było
prawie całkiem biało, tylko gdzieniegdzie słońce zdołało roztopić śnieg,
odkrywając przygniecioną do ziemi ostrą trawę. Ćwierkały ptaki. Nagle rozległ
się płacz noworodka.
SCENA 14 – ROK 1889
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Sobieszów, 31 sierpnia
1889
Pan Robert Adolph
Michelsbaude koło
Orla, poczta Szklarska Poręba
Przesyłamy Panu
przekazane nam przez mistrza drwalskiego z Orla Hoÿera zarządzenie pana zarządcy majątku Pohla z 29 bm., by
niezwłocznie wymienił albo naprawił Pan piec na własny koszt, do czego
zobowiązuje Pana paragraf 2 umowy dzierżawy.
zarejestrowano w
Sobieszowie, 31 sierpnia 1889
Dzierżawca
Michelsbaude Robert Adolph zwraca się za pośrednictwem mistrza drwalskiego z
Orla Hoÿera o zamówienie w miejsce wadliwego nowego pieca do
Michelsbaude na koszt majątku.
SCENA 15 – ROK 1890
JELENIA ŁĄKA, lato, popołudnie. Do BAUDY od góry zbliżało
się czworo wędrowców: dwóch mężczyzn, wyraźnie braci, i dwie kobiety, wyraźnie siostry.
Byli to GERHART HAUPTMANN (28 LAT, pisarz), CARL HAUPTMANN (32 lata, pisarz),
MARTHA THIENEMANN I MARIA THIENEMANN (córki zamożnego drezdeńskiego kupca).
Cała CZWÓRKA weszła do BAUDY.
Przez rozpadające się odrzwia, mijając woniejącą kupę
gnoju, weszli do sieni, która była obwieszona narzędziami stolarskimi i
rozmaitymi sprzętami domowymi, czarna od dymu i prowadziły do niej wejścia ze
wszystkich stron, o czym się snadź przekonali, gdy z lewej wyłoniła się i
przeszła im pod nogami chrumkająca świnia, z prawej wyszła zasmolona dziewka z
półnagim dzieckiem, pytając szorstkim miejscowym dialektem, czego tu szukają, a
z tyłu potężny byk prowadzony na sznurze przez chłopaka patrzył wzrokiem tak
złym i groźnym, że cofnęli się z przestrachem. Wnet zjawił się gospodarz,
odziany bardzo po domowemu i zaprosił ich do izby. Ta wyglądała tak, że kto ją
raz zobaczył, nie chciałby tam bez potrzeby drugi raz wchodzić. Zbudowana była
z bali i obita deskami, jak wszystkie górskie pomieszkania, jednak ze ścian i
sufitu kapała wilgoć i brud; podłoga rzadko musiała korzystać z dobrodziejstw
szczotki i wody, bo śladu nie było znać po jej pierwotnym kolorze. Podobnie
prezentowało się toporne umeblowanie, składające się ze stołów, ław, krzeseł,
szafek i półek, zużyte, poczerniałe od dymu, bez śladu czystości, nie mówiąc
już o szczypcie piękna, dzięki której i uboga chata może stać się przytulną i
swojską.
Obszerna niska izba w
najwyższym stopniu zaniedbana. Sufit czarny od dymu i starości. Jedna belka
pęknięta, pozostałe wygięte i prowizorycznie podparte nieoheblowanymi słupami.
Pod słupy wsunięto deseczki. Podłoga to gliniana polepa z wybrzuszeniami i
wklęsłościami; tylko wokół ruiny pieca wyłożono ją cegłami. Z trzech małych,
czworokątnych otworów okiennych, pod którymi biegnie czarna od sadzy ścienna
ławka, dwa zatkane są słomą, mchem, liśćmi i deskami; w trzecim tkwi okno z
trzema mętnymi szybkami, zamiast czwartej znowu deski i mech. Przy tej samej
ścianie w rogu piec, dalej reperowany stół. W tylnej ścianie drzwi. Przez nie
widać ciemną sień z belkami podpartymi jak w izbie oraz strome, drabinopodobne
schody prowadzące na strych.
Na ścianie
wisi stara strzelba, podniszczony kapelusz z podwiniętym z jednej strony
rondem, ubrania i obrazki wycięte z gazet. Podłoga z dyli usłana liśćmi. W
kącie stos ziemniaków; u powały wiszą wiązki cebuli i suszone grzyby.
[Gerhart Hauptmann, A
Pippa tańczy!, 1905]
SCENA 16 – DWIE GODZINY PÓŹNIEJ
CZWÓRKA wędrowców dotarła do osady szklarskiej Orle
[Karlsthal]. Na otoczonej górami leśnej polanie, przy strumieniu, stała huta
szklana – duży budynek z wysokim dachem z wywietrznikami i kominem – a wokół
niej kilka drewnianych chat. Jedną z nich była GOSPODA SCHNEIDERA. Zanosiło się
na burzę. Weszli do środka.
Izba w gościnna w szynku starego SCHNEIDERA. Na prawo i w
głębi drzwi, te ostatnie wychodzące na podwórze. W kącie po prawej piec
kaflowy, po lewej lada szynkowna. Małe okienka, ławki przy ścianach, ciemny
belkowy sufit. Trzy stoły zajęte po lewej stronie. Przy pierwszym stole koło
szynkwasu siedzą robotnicy leśni, piją wódkę i piwo, paląc fajki. [Jednym z
nich jest ROBERT]. Przy drugim stole, więcej ku przodowi, siedzą lepiej ubrani
goście: malarze szkła LIEBIG i ANTON, kilku innych oraz 50-letni prawie Włoch TAGLIAZONI,
grubiańsko wyglądający. Grają w karty.
Przy najbliższym stole usiadł DYREKTOR huty: wysoki,
40-letni, z małą główką, smukły i jak się zdaje energiczny. Nosi sztylpy,
rajtuzy i dżokejską marynarkę. Przed nim pół butelki szampana i napełniony
ozdobny kieliszek; na stole szpicruta.
Kilka lamp mdło się świeci. Słychać bębnienie deszczu o
okna i narastający szum wiatru. Potem rozlega się grzmot i niebo za oknem
przecina błyskawica. Stary gospodarz SCHNEIDER i kelnerka, wiejska dziewczyna,
usługują. Pomaga im syn SCHNEIDERA, 15-letni HEINRICH PAUL.
DYREKTOR płaci TAGLIAZONIEMU, by jego nastoletnia córka,
BELLA, tańczyła do wtóru okaryny. Wszyscy obecni są tym podnieceni, najbardziej
stary HUHN, który nie może się odnaleźć po niedawnym zamknięciu huty.
Między grającymi w karty dochodzi do kłótni, TAGLIAZONI
zostaje oskarżony o oszukiwanie. Awantura przybiera na sile, TAGLIAZONI ucieka
na dwór, gdzie zostaje pchnięty nożem.
W zamieszaniu HUHN porywa BELLĘ.
CZWORO wędrowców – Hauptmannowie z żonami – jest głęboko
wstrząśniętych tym, co zobaczyli – kawałkiem realnego życia zupełnie im dotąd
nieznanego świata śląsko-czeskiego pogranicza nad Izerą.
SCENA 17 – ROK 1894
KOBYLA ŁĄKA, późny październik. ROBERT i jego brat LUDWIG
wyszli z domu z siekierami i piłami i ruszyli w stronę Orla. Minęli je i doszli
do Jakuszyc. Gdy dotarli do posterunku celnego, nieco powyżej gospody
Proxenbaude, zaczęli pracować. Po godzinie piłowania i rąbania usiedli, by
odpocząć i coś zjeść. W którymś momencie LUDWIG powiedział coś do ROBERTA i
oddalił się poza kadr w lewo.
27 grudnia. Około
siedmiu tygodni temu trzydziestoletni, nieco słaby na umyśle drwal Ludwig Adolf
z Michelsbaude oddalił się od swego brata, z którym pracował w Jakuszycach przy
ścince drewna, i od tego czasu jest zaginiony. Ludwig Adolf jest wysoki, chudy,
ma niebieskie oczy, blond włosy, blond wąsy i bródkę. Ubrany był w buty z
cholewami, spodnie skórzane typu angielskiego, granatową kamizelkę, czarną podartą
kurtkę i niebieską czapkę z tego samego materiału co kamizelka. Udał się w
kierunku Szklarskiej Poręby, co nie wyklucza, że mógł się potem zabłąkać na
stronę czeską.
[Gablonzer Anzeiger,
30 grudnia 1894]
SCENA 18 – ROK 1896
LUGANO, WŁOCHY, luty. W pensjonacie nad jeziorem Lugano
GERHART HAUPTMANN pisał swój nowy dramat, Die
versunkene Glocke.
[CUT TO]
WYSPA HIDDENSEE, lato. W gospodzie „Ostsee” GERHART
HAUPTMANN kontynuował pisanie Die
versunkene Glocke.
[CUT TO]
WISEŁKA, WOLIN. W nadmorskim
hotelu GERHART HAUPTMANN kończył pisanie Die
versunkene Glocke. Napisał ostatnie słowa, dodał ENDE i zamyślił się.
Przekartkował notatnik i zatrzymał wzrok w połowie aktu drugiego. Widniały tam
wersy:
SCENA 19 – ROK 1897
LWÓW, wiosna. Postawny mężczyzna z bródką i wąsami
pracował nad tłumaczeniem Die versunkene
Glocke. Był to JAN KASPROWICZ. Tytuł brzmiał Dzwon zatopiony. W połowie drugiego aktu napisał:
SCENA 20 – ROK 1898
LWÓW, 28 lutego. W Teatrze Miejskim odbywała się polska
premiera Dzwonu zatopionego. Rolę
Rusałki, czyli również niemej Anny z MICHELSBAUDE, która przyniosła jagody,
grała Konstancja Bednarzewska.
SCENA 21 – ROK 1902
JELENIA ŁĄKA, początek maja, gorąco. Ocierając pot z
czoła, do BAUDY zbliżał się turystycznie wyposażony mężczyzna o wyglądzie krajoznawcy
– laska obita metalowymi znaczkami, podkute buty, owijacze na łydki, wełniana
kurtka, okulary, notatnik. Był to autor przewodników FRANZ HUBLER. BAUDA
wyglądała źle – krzywiła się mocno z jednej strony, część belek była przegniła,
kamienny fundament wybrzuszał się, a dach był niebezpiecznie zapadnięty. Wszedł
do środka.
HUBLER
Czy dostanę coś do jedzenia?
ROBERT
Nic nie ma.
HUBLER
To choć do picia?
ROBERT
Tylko gorzałkę.
„W Michelsbaude poza gorzałką nic się nie dostanie.
Mieszkańcy z powodu samotnego życia są małomówni i ponurzy” – zapisał HUBLER w
notatniku.
SCENA 22 – ROK 1902
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Szklarska Poręba, 23
września 1902
Posłusznie donoszę, że
dalszej dzierżawy Michelsbaude drwalowi Adolphowi zalecić nie mogę. Adolph i
jego żona popadli w trunkowość i zarówno budynek, jak i samą łąkę okropnie
zapuścili. Bauda jest w coraz gorszym stanie, a łąka od dwóch lat pozostaje prawie
niekoszona. Adolph tygodniami włóczy się po karczmach i rzadko przychodzi do
roboty w lesie.
Pozwalam
sobie zasugerować wydzierżawienie Michelsbaude najstarszemu synowi karczmarza SCHNEIDERA
z Orla, HEINRICHOWI. Tenże podejmuje się opłacać rocznego czynszu sto marek i
ubezpieczenie od ognia, a budynek w miarę możliwości doprowadzić do porządku.
Mandel
nadleśniczy
SCENA 23 – ROK 1902
JELENIA ŁĄKA, październik. ROBERT rozejrzał się po
wnętrzu BAUDY, gdzie nie było już jego rzeczy, i wyszedł na ŁĄKĘ. Poszedł do
góry na skraj lasu, usiadł na KAMIENIU i po raz ostatni patrzył na zachód
słońca z miejsca, w którym przeżył 43 lata.
Wsiadł na zaprzężony do byka wózek, podobny do tego, którym przyjechał 43 lata wcześniej, i pojechał kamienistą leśną drogą na dół, ku Izerze, z powrotem na KOBYLĄ ŁĄKĘ.
SCENA 24 – ROK 1903
PEJZAŻ OKOLIC JELENIEJ ŁĄKI
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Szklarska Poręba, 10
czerwca 1903
Do Hrabiowskiego
Urzędu Kameralnego w Sobieszowie
W odpowiedzi na
zapytanie posłusznie melduję, że dalsze utrzymywanie Michelsbaude nie leży w
naszym interesie.
Chociaż
obecnie parkuje tam kilka fur z drewnem, w przyszłości nie będzie to konieczne.
Droga nr 14.25 która jest już częściowo rozbudowana, zapewni bezpośrednie
połączenie ze stacją Orle względnie Jakuszyce, tak że furmani nie będą już
musieli wyprzęgać po drodze.
Nie wydaje
się możliwe, by dzierżawca SCHNEIDER mógł spędzić w Michelsbaude kolejną zimę,
gdyż w przypadku obfitych opadów śniegu wschodnia część budynku nie wytrzyma
ciężaru i zawali się. Remont budynku jest bezcelowy, gdyż całość jest
przegniła.
Uważam za
wskazane Michelsbaudę sprzedać na materiał, a polanę zalesić.
Mandel
nadleśniczy
SCENA 25 – ROK 1903
PEJZAŻ OKOLIC JELENIEJ ŁĄKI, wrzesień
[głos z offu czyta urzędowe pismo]
Do Hrabiowskiego
Urzędu Kameralnego w Sobieszowie
Dzierżawca
Michelsbaude HEINRICH SCHNEIDER został poinformowany przez niżej podpisanego,
że hrabiowski Urząd Kameralny postanowił kompletnie zaniedbanej Michelsbaude
więcej nie remontować i sprzedać ją na materiał, a on ma ją opuścić do 1
października bieżącego roku roku. SCHNEIDER rozumie, że umowa dzierżawy zawarta
z nim 2 października 1902 roku uległa rozwiązaniu i opuszcza Michelsbaude.
Prosi jednak, by pozwolono mu wynająć pomieszkanie w Orlu, ponieważ chce on
pracować jako robotnik leśny na tamtym terenie. Ponadto prosi o zgodę na
nieodpłatne korzystanie z trawy na łące przy Michelsbaude, którą w tym roku
sporym nakładem sił i środków solidnie zagnoił. W tym roku porządne sianokosy
nie będą możliwe, gdyż łąka została bardzo poważnie zapuszczona przez jego
poprzednika ADOLPHA.
podał:
Heinrich Schneider
przyjął:
Mandel
nadleśniczy
SCENA 25 – ROK 1904
JELENIA ŁĄKA, sierpień. Plan ogólny bardzo już
przygarbionej i nadmurszałej BAUDY. Brzęczały owady, śpiewały ptaki, na lekkim
wietrze falowała wełnianka. Nagle rozległ się płacz noworodka. Był to syn
HEINRICHA SCHNEIDERA, Heinrich Alfred, urodzony 12 sierpnia 1904.
SCENA 26 – ROK 1904
JELENIA ŁĄKA, jesień. Robotnicy rozbierali BAUDĘ i
ładowali elementy na wozy, które ruszały w górę, w stronę Szklarskiej Poręby. Puste
butelki i inne niepotrzebności wyrzucali na skraj lasu. Wśród zgarnianych z
półek rzeczy była BUTELECZKA.
SCENA 27 – ROK 1921
KOBYLA ŁĄKA, lato. Do łąki drogą od strony osady Izera
zbliżał się młody mężczyzna z kilkunastoletnim chłopcem. Wyglądali jak
nauczyciel i uczeń. Byli to WILL-ERICH PEUCKERT, który 1914 r. ukończył
seminarium pedagogiczne w Bolesławcu i został zmobilizowany do służby
meteorologicznej w Luftstreitkräfte. Ranny podczas działań I wojny światowej, w
1916 r. przybył do uzdrowiska w Świeradowie na rekonwalescencję. Od 1916 roku
był młodszym nauczycielem w szkole podstawowej w osadzie Izera. Był
zaprzyjaźniony z braćmi CARLEM i GERHARTEM HAUPTMANNAMI, których zafascynował
informacjami z zakresu wiedzy hermetycznej oraz przeszłości Karkonoszy i Gór
Izerskich, oraz jego uczeń, kilkunastoletni HELMUT TALKE.
PEUCKERT i TALKE
skierowali się do chaty stojącej za strumieniem, przy moście na Kobyle. Z chaty
wyszedł strażnik leśny ERICH STECKEL i cała trójka ruszyła leśną drogą stromo
pod górę.
Po 10-minutowym podejściu PEUCKERT, TALKE i STECKEL
znaleźli się przy skałce STARY ZAMEK, składającej się z dwóch formacji o
kształtach przywodzących na myśl aztecką budowlę. Zaczęli badać ją ze
wszystkich stron, wyraźnie czegoś szukając.
Zimą 1920/1921 i latem
1921 uczeń Helmut Talke i ja bezskutecznie przeszukiwaliśmy Stary Zamek w
poszukiwaniu znaku ludzkiej głowy – obie grupy skalne znane nam pod tą nazwą,
cal po calu, co najmniej przez dziesięć dni. Dopiero po tym czasie tak zwany
Bauden-Robert, dawny gospodarz Michelsbaude, powiedział mi, że właściwy Stary
Zamek znajduje się dużo dalej, w gęstym młodniku. Z pomocą strażnika leśnego
Schrötera z Kobylej Łąki ustaliliśmy przybliżoną lokalizację i znaleźliśmy
trzecią formację skalną, całkowicie ukrytą przez wzrokiem, a po jej zachodniej
stronie wyryty krzyż św. Andrzeja. W ten sposób potwierdzała się informacja
zarówno z księgi walońskiej, jak i z ludowego podania.
SCENA 28 – ROK 1928/1938
KOBYLA ŁĄKA, styczeń. Umarł ROBERT. ERNESTINE została
sama w domu. Córka ANNA, która zgłosiła śmierć ojca, wyprowadziła się do Orla,
do męża.
Dziesięć lat po Robercie umiera ERNESTINE. Chata
pustoszeje.
SCENA 29 – ROK 1946
KOBYLA ŁĄKA, lato. Pod okiem uzbrojonych w pepesze
żołnierzy w czapkach z orzełkiem bez korony mieszkańcy KOBYLEJ ŁĄKI – bracia
STECKELOWIE, strażnik leśny ERDMANN SCHRÖTER i wdowa MINNA SENDER – wsiedli na
dwie furmanki zaprzężone do byków, wypełnione kuferkami i tobołkami, i
odjechali przez most na Kobyle w kierunku Świeradowa.
SCENA 30 – ROK 1954
KOBYLA ŁĄKA, późne lato. Pod okiem uzbrojonych w pepesze
wopistów polscy chłopi ze Świeradowa rozbierali chaty na KOBYLEJ ŁĄCE, ładując
na furmanki wszelki użyteczny materiał: belki, dachówki, meble. Zawartość
szuflad i kredensów lądowała na skraju lasu. Wśród wyrzuconych rzeczy była
owalna mosiężna tabliczka z grawerowanym ozdobnie napisem R. ADOLPH
MICHELSBAUDE oraz malowane fajki ROBERTA.
SCENA 31 – ROK 2017
JAKUSZYCE, wrzesień, 10 wieczorem. Dwaj chłopacy w
średnim wieku przyjechali autami do Jakuszyc. Byli to MARS i TAŁER, obaj
Marcinowie, obaj warszawiacy, obaj od lat mieszkający w Izerach. Wysiedli
dokładnie w miejscu, w którym ROBERT rozstał się ze swoim bratem LUDWIGIEM w
1894 roku. Tu okazało się, że TAŁER nie wziął śpiwora ani innego grubszego
szpeju, sądząc, że wycieczka będzie krótka. MARS wziął śpiworo-kombinezon,
szykując się na noc nasłuchiwania odgłosów jeleniego rykowiska. Po dotarciu
pieszo na KOBYLĄ ŁĄKĘ rozpalili ognisko i gwarzyli. MARS popijał wino. Po kilku
godzinach TAŁER ruszył na spacer w stronę Hali Izerskiej, by się rozgrzać. MARS
rozstawił aparat na statywie i wykonał serię zdjęć. Nie wiedział wtedy o tym,
ale był kilkadziesiąt metrów od fundamentów domu ROBERTA, a kilkanaście od fundamentów
domu ERDMANNA SCHRÖTERA.
SCENA 32 – ROK 2018
JELENIA ŁĄKA, wiosna. MARS wszedł STARĄ DROGĄ CELNĄ na
JELENIĄ ŁĄKĘ i skręcił w prawo wzdłuż ściany lasu. Zszedł na dół ŁĄKI,
wyciągnął z plecaka LALKĘ i zrobił jej serię zdjęć. Następnie wszedł na górny
skraj łąki i usiadł na KAMIENIU, by obserwować zachód słońca.
SCENA 33 – ROK 2018
JELENIA ŁĄKA, lato. MARS wszedł na JELENIĄ ŁĄKĘ i skręcił
wzdłuż ściany lasu. Nagle coś zwróciło jego uwagę – błysk w trawie. Pochylił
się i podniósł BUTELECZKĘ, która wyglądała na XIX-wieczną. Zdębiał.
Po powrocie do domu MARS włączył komputer i otworzył współczesną mapę. Nic. Tylko „Jelenia Łąka”. Otworzył przedwojenną mapę. „Michelsbaudenplan”. Nic mu to nie mówiło. Otworzył starszą mapę, z 1885 roku.
[KAMERA ZBLIŻENIE NA]
Wpisał do googla „Michelsbaude”. Nic. Przeszył go dreszcz
odkrycia. Wybrał „szukaj w książkach”. Rozwinęła się lista wyników, wszystko po
niemiecku. Nic nie rozumiał, ale widział powtarzające się słowo „Michelsbaude”.
SCENA 34 – ROK 2018
KOBYLA ŁĄKA, dwa tygodnie później. MARS wszedł na KOBYLĄ
ŁĄKĘ starą drogą z JELENIEJ ŁĄKI, tą samą, którą ROBERT przeprowadzał się do i
wyprowadzał z MICHELSBAUDE. Na skraju lasu z trawy wystawał kawałek łańcucha.
Pociągnął i wtedy wyłoniła się owalna tabliczka z kółkiem, cała zaśniedziała.
Schował ją.
Po powrocie do domu poprosił MATYLDĘ, jego żonę, by
odczyściła tabliczkę. Ta umyła ją wodą z cytryną i pojawił się napis: R. ADOLPH
MICHELSBAUDE. Zjeżyły mu się włosy i przeszył go metafizyczny dreszcz.
SCENA 35 – ROK 2018
CHROMIEC, grudzień. W sali dawnej gospody odbywała się
premiera książki Michelsbaude. Historia
nieistniejącej izerskiej gospody. Narodziło się Wydawnictwo Wielka Izera.
SCENA 36 – ROK 2019
JELENIA ŁĄKA, wrzesień. MARS, leśniczy MIŁOSZ MOTACZYŃSKI
i ULLRICH JUNKER, niemiecki archiwista, który pomógł zbadać historię
MICHELSBAUDE, odsłaniali tablicę pamiątkową. Odczytano fragment SCHULZEGO,
fragment Pippy! HAUPTMANNA, spożyto
wiejski chleb, masło i ser.
SCENA 37 – ROK 2023
JELENIA ŁĄKA, 3 maja. MARS usiadł na KAMIENIU, nabił
malowaną fajkę, zapalił i wypuścił kłąb dymu. Zachodziło słońce. W tle wznosił
się Smrek. Przeleciała para kruków, gadając do siebie. Zakrakał do nich.
Przymknął oczy.
MARS
[z offu, w myślach]
Robercie, opowiedz mi swoją historię. Pozwól mi
opowiedzieć swoją historię. Niech twoja opowieść przemówi przeze mnie. Daj mi
ją teraz.
KONIEC
Komentarze
Prześlij komentarz