O mnie

 Urodziłem się w marcu 1968 roku - tak, właśnie wtedy - jako Rybka, choć miałem być Baranem. Gdyby rodzice nie byli owej soboty u Dziadków na obiedzie, pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej... Lecz dziadek był profesorem Politechniki, mieszkał na Nowowiejskiej i gdy wyszli - był 8 marca - to nagle znaleźli się w samym środku zamieszek, które tego dnia wybuchły po odwołaniu "Dziadów". Mama się zdenerwowała, dostała skurczów - i reszty się domyślacie.

Po mamie jestem z Mutermilchów (naukowców, tłumaczy, żołnierzy) i Łopieńskich (brązowników). 

Po tacie z Wawrzyńczaków - kolejarzy i AK-owców. Pradziadek był ponoć osobistym kolejarzem Marszałka w Sulejówku, gdzie codziennie rano odprawiał go do stolicy i po południu odbierał; wieczorami ponoć wychylali potajemnie po kieliszeczku w piwnicy u pradziadka, bo Marszałkowi w Milusinie - zaraz po drugiej stronie torów - nie pozwalali. Prababcia była ponoć jedyną osobą w II RP, która wjeżdżała do Belwederu bez przepustki - furmanką z mlekiem dla córek Marszałka.

Z takimi genami mogłem zostać tylko jednym - centaurem.








Dziadek Jerzy pierwszy z lewej




Grzegorz Łopieński z rodziną, babcia Zofia siedzi pośrodku